piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 5: Horkruksy, zagrożenia...a gdzie miłość?

-Ale...profesorze Dumbledore! Dlaczego musimy powtórzyć Tiarę Przydziału?-zapytałam.
-Hermiono... Niektóre sprawy po prostu muszą być...jesteście jeszcze za młod...
-Za młodzi?! To profesor chciał powiedzieć. Za młodzi, tak jak Harry, który dopiero po stracie najbliższej osoby, dowiedział się, że musi walczyć z Voldemortem?!
-Dobrze. Proszę spokojniej panno Granger. Otóż...Voldemort pozostawił po sobie...pustkę. Pustkę, w gronie swoich zwolenników. Jednak...profesor Snape, były Śmierciożerca, nasz agent, dowiedział się, że Voldemort miał jeszcze jeden horkruks. Nie wpływał on na stan jego życia. Voldemort nie powróci, ale ma on jedną szansę, by się na nas zemścić. Ciebie Draconie. Horkruks, to pewna lampka...zapala się, kiedy jej władca będzie blisko. Jeżeli ktoś się do niej zbliży, zabija. Każdego.Więc nie ma możliwości zlikwidowania horkruksa. Jest szansa, że Voldemort opęta Draco. Jednakże, nie musi się to stać! Ale proszę...panie Malfoy, niech pan uważa...bo będzie pan niebezpieczny dla swoich przyjaciół, jak i dla samego siebie...A teraz kwestia Tiary. Bellatrix Lestrange, ciotka Dracona, jest czarnoksiężniczką. To ona jest teraz jedynym wielkim zagrożeniem. Ministerstwo Magii chce sprawdzić, który uczeń się zmienił...Trafiając do Slytherinu, Ministerstwo Magii uważa, że uczeń zmienił się na gorsze i ma go na oku. Trafiając do Gryffindoru na pewno Minister będzie chciał Cię w swojej armii. Ravenclaw jest bezpieczny, a Hufflepuff...nic się nie stanie, jeżeli tam traficie. Tiara odbywa się dzisiaj. Chodźcie już! Zaczynamy! Właśnie się tam wybieram...powodzenia.-powiedział i razem, czyli ja, Pans i Draco. Byłam zdenerwowana...co jak nie trafię znów do Gryffindoru?
Doszliśmy na miejsce. Usiadłam w stoliku...właśnie nie wiedziałam kogo, bo nie było flagi. Na środek wyszedł dyrektor i zaczął przemowę.
-Witam Was wszystkich serdecznie! Dzisiaj odnowimy wasze domy! Bez zbędnego przedłużenia...zaczynajmy!-zakończył i się uśmiechnął. Profesor McGonagall zaczęła tłumaczyć, Tiara powiedziała wiersz i zaczęliśmy przydział. Minerwa zaczęła wyczytywać nazwiska:
-Harry Potter!-Harry podszedł do stołka. Jak widać, był pewny, że trafi do Gryffindoru.
-O...Harry Potter. Przeszły dom: Gryffindor. Pamiętasz co Ci powiedziałem 7 lat temu? Nadal tak twierdzę...SLYTHERIN!-wszyscy się zdziwili. Harry, był jednak...zadowolony!
-Ron Weasley!
-Kolejny Weasley. Bez zastanowienia GRYFFINDOR!
-Lavander Brown!
-Znów ta Brown...HUFFLEPUFF!
-Luna Lovegood!
-O...panna Lovegood. Pomyluna!...przepraszam, musiałem. SLYTHERIN!
-Pansy Parkinson!
-Parkinson Pansy...hmmm...arystokratka...SLYTHERIN!
-Draco Malfoy!
-Bez zastanowienia, no przecież to, jak to mawiają Książę Slytherinu. Więc SLYTHERIN!
-Hermiona Granger!
-Ooo...najmądrzejsza czarownica od czasów mojej drogiej Roweny. Niestety...twoje cechy mówią, że SLYTHERIN!-szczęśliwa siadłam przy stoliku, chyba Slytherinu. Pansy i Draco cieszyli się jak głupi!
-Nasza mała księżniczka Slytherinu.-wyśmiewali się.
-Herm?-zapytała Pansy.
-No?
-Będziesz mieć ze mną pokój? Proszę....
-Pewnie! Teraz nie mamy ograniczeń!
-Herm?-teraz zapytał Draco.
-Co?
-Bo ja też mam prośbę...
-Jaką?
-Chcę adoptować dziecko!
-Co?!
-No...
-Ale tak na poważnie?
-No...ale ja chcę adoptować jakieś dziecko...
-No...dobra...jeszcze dziś pójdziemy do domu czarodzie...-Nie zdążyłam dokończyć, bo pocałował mnie...później nic nie pamiętam...Obudziłam się rano w dormitorium z Pansy.
-Hej, Pans! Co...się stało?
-A jak myślisz?
-Nie...
-Tak! Będziecie mieli dzieeci. Pani Pomfrey to potwierdziła! Ale fajnie!
-Ale...
-Żadne ale! Po prostu! Chcę być matką chrzestną!-teraz się ucieszyłam...mały bobas tylko mój. Teraz się naprawdę zaczęłam cieszyć! Szkoda tylko, że ciąża trwa tylko 9 miesięcy..., które w moim świecie zleciały jak z płatka! Leżałam teraz w Mungu, a pielęgniarka przyniosła mi 3 śliczne dziewczynki. Bliźniczki razy 2 i jeden dodatek :). Z blond włosami i czekoladowymi oczkami...Będą się nazywać...hmmm...Katniss, Primrose i Glimmer. Piękne imiona! Dobrze, że urodziłam je pod koniec roku szkolnego...W wakacje...właśnie...gdzie będą mieszkać?! U mnie czy u Dracona?

~Cate

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 4: "Kiedy z najtrwalszej liny pozostaje nitka, a z najmniejszej nitki wielki łańcuch..."

Po żmudnych poszukiwaniach cennej karteczki z imieniem wybranki Dracona, uświadomiłam sobie, że nie było jej w zeszycie i gdzieś ją ukrył. W sumie to nawet dobrze zrobił, bo to jego własność! Gardziłam sobą, że chciałam odszukać kawałek. Przecież ciekawość to pierwszy krok do piekła! Jeszcze kilka kroków i pójdę się piec. Teraz się uśmiechnęłam. Pamiętnik trzeba było oddać. Niby prosta rzecz, ale przy oddawaniu uśmiechnąć się, czy przytaknąć, czy w ogóle nie popatrzeć? Rozmyślałam tak, gdy w końcu do drzwi dormitorium zapukał Dracon.
-Otwieraj! Przyszedłem po moją własność! 
-Idę, idę...-otwarłam drzwi.
-No! Dawaj!
-Co Ci tak na tym zależy?
-Po prostu...to moje, i do mnie należy. Oszczędź gadaniny kobieto!
-Dobra...Tylko ja chciałam Cię przeprosić...Masz rację! To twoja własność i nie powinnam jej bra...
- Cicho, bo jeszcze Wiewiórka usłyszy i będzie po nas, a ja nie mam zamiaru po raz kolejny powtarzać: "Kiedy mam dość idę po zupę, kiedy nie mam dość idę po zupę!". Kto to w ogóle pisał?!
-Ginny.
-No przecież wiem, że Ginny! Ale ona w ogóle nie ma talentu do pis...
-Nie! Chodziło mi o to, że Ginny idzie! Cicho!
-Widzę, że o mnie gadacie.-powiedziała Ginn.-Fajnie! Zdarza Wam się to coraz częściej! Może ja w ogóle sobie pójdę, co?-oznajmiła zdenerwowana Weasley.
-Nomć przydało, by się!-powiedział ironicznie Draco, po czym go uderzyłam.
-Ci Ci się dzieje Ginn?-spytałam.
-Hermiona, myślałam, że się przyjaźnimy! 
-No bo się przyjaźnimy!-odparłam szybko.
-Taaak? Od pewnego czasu mam inne mniemania!
-To pewnie masz złe wiadomości!
-Nie! To koniec naszej przyjaźni. Idę do Beauxbatons! I nie próbuj mi wmawiać, że to zły wybór. Razem z Blaisem, mamy już dość Waszych wachań nastrojów! Odchodzimy! A przedstawienie przerwane. Dostajemy wybitny za chęci. Więc: Pa, arystokrato i Panno-Wiem-To-Wszystko!-poszła i zabrała szybko swoje rzeczy. Zostałam sama. Bez nikogo. Tak w sumie to mam Dracona, ale to nie to samo. Ginny mogłam się zwierzać, a Draco mnie wyśmieje. Kiedy już poszła, uciekłam do dormitorium i zamknęłam drzwi. Dracon chyba odszedł, bo słyszałam kroki. Co ja teraz zrobię? Z kim będę się śmiać? Z kim spędzę najlepsze chwile mojego życia?-Kiedy tak rozmyślałam, nie wiedziałam jeszcze co się szykuje!...Następnego dnia...(Sobota)

***********************************************************************
-Puku, puku, stuku!-z samego rana ktoś walił do moich drzwi.
-Kto tam?
-Draco M. Otwieraj!
-Daj mi 5 minut! Muszę wstać i się ogarnąć! 
-Okej, wracam za dokładnie 5 minut i otwieram drzwi Alohomorą! Więc się rusz!
W czasie kiedy Dracon odszedł, ubrałam kremową, dopasowaną bluzkę na ramiączkach, białe leginsy i jeansową kamizelkę. Do tego pomalowałam usta błyszczykiem i powieki cieniami koloru żółtego. Włosy spięłam w koka i szybko sprzątnęłam pokój. Siadłam na łóżku i zaczęłam czytać gazetę. Niebawem usłyszałam głos.
-Alohomora! Ha! Mówiłem! Granger? Już się ogarnęłaś? Dziewczyny zwykle dłużej siedzą w łazience...
-Ale ja jestem inna. Nienawidzę siedzieć przed lustrem i nakładać na siebie tonę tapety. To co chciałeś?
-Mam dla Ciebie kilka wiadomości. I dobrych i złych. Więc...
-Nie zaczyna się zdania od więc...-posłał mi wnerwione spojrzenie i przewrócił oczami-Okey już siedzę cicho...
-A więc, zła wiadomość: Blaise i Ginny złożyli na nas skargę.
-Co? Przecież Ginny nigdy, by takiego czegoś nie zrobiła!
-Zdziwisz się! To właśnie ona złożyła skargę. Blaise wycofał się i Weasley sama pojechała do tego Bobatego (czytaj Bobatą dop. autorki).
-A konsekwencją tego jest...?
-Szlaban...a tak właściwie, to normalka, bo mamy patrolować korytarze...
-Wiesz...? Coś tutaj nie gra...miałam takie fajne życie...Miałam przyjaciółkę, nie było Ciebie-ostatnie słowo powiedziałam z naciskiem-czego się nie chwycisz, to wszystko się psuje...to wszystko twoja wina-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Tsaaa...jeszcze wmieszaj mnie i będzie komplet. A więc...nie próbuj!-krzyknął, kiedy już miałam mu zwrócić uwagę-Kupiłem dla Ciebie mały drobiazg...wiem, że Ginny odeszła prze ze mnie...więc to taki prezent, można by powiedzieć "na przeprosiny".- Szybko pobiegł do Pokoju Wspólnego i podarował mi jakiś duży worek. Otworzyłam go. W środku była piękna seledynowa sukienka z cyrkoniami. Na samym dnie, znalazłam jeszcze kolczyki z wężami. W sumie to nie zdziwiłam się zwierzakiem. To przecież mentor Slytherinu!
-Podoba Ci się? -zapytał adresat paczki.
-No pewnie! Jest...piękna i piękne. Dziękuję!
-Nie ma za co! Przecież musiałem Ci to wynagrodzić. W Pokoju Wspólnym w wazonie są już kwiaty dla Ciebie. A! Najważniejsza rzecz. Skoro nie masz już przyjaciółki, a ja mam Blaise'a. To...znalazłem Ci kogoś, kto chciał się z Tobą zaprzyjaźnić już parę lat temu, ale po pierwsze nie miała odwagi, a po drugie byłaś zajęta Ginny. Pansy! Wchodź!-zawołał, a zza drzwi wyszła piękna dziewczyna. Pansy Parkinson. Przyjaciółka Blaise'a i Draco. Fajna z niej dziewczyna...chyba że jest z Astorią wtedy Hogwart staje do góry nogami! Zaprzyjaźniłam się już z nią, kiedy szłyśmy do Tiary Przydziału. Wtedy dwa różne domu rozdzieliły nas...Tylko...czy mogę z nią rozmawiać tak jak z Ginny?
-Cześć Miona! -zawołała radośnie.
-Cześć...
-To ja zostawiam Was same!-powiedział Draco i odszedł.
-Wiesz...wiem, że mnie nie lubisz za bardzo, ale chciałabym się z Tobą zaprzyjaźnić. Astoria źle na mnie wpływa. Proszę...wybacz mi te wszystkie lata...
-A zapomniałaś już o tych wszystkich latach wyzwisk?
-Już w czwartej klasie chciałam się z Tobą zaprzyjaźnić. Pamiętasz ten naszyjnik, który w dzień Balu Bożonarodzeniowego znalazłaś na łóżku?
-Taaaak...skąd wiesz?
-To ja ci go podarowałam. Masz go tutaj?
-Jest gdzieś w szafce...poszukam...-wstałam i otworzyłam szufladkę komody, która stałą obok łóżka. Zawsze naszyjnik tam był, bo myślałam, że jest on od jakiegoś chłopaka!
-Proszę.-podałam jej biżuterię.
-Widzisz.-otworzyła serce naszyjniku i...-tutaj są zdjęcia. Twoje i moje. A na wisiorku jest Twoje imię. Mój tata zrobił je nam kiedy szłyśmy Wielką Salę....jeszcze nie wiedziałyśmy, że będziemy wrogami...Ja mam taki sam tylko z imieniem Pansy. Proszę...przebacz...
-To co? Najlepsze przyjaciółki na zawsze? -Postanowiłam, że skoro Ginn nie ma, to mogę zawrzeć nową przyjaźń!
-Pewnie!-krzyknęła radośnie. Nie wiedziałam, że sprawi jej to taką radość! Dziękowałam w duchu, że się zgodziłam na zakopanie nieprzyjaźni.Kiedy miałyśmy iść na eliksiry, profesor Dumbledore wszedł do dormitorium.
-Uczniowie! Pragnę Was poinformować, że powtórzymy Tiarę Przydziału. Minister Magii się tego domaga. Musimy odnowić Wasze domy. Każdy z Was będzie przydzielony jeszcze raz! Powodzenia!-I wyszedł...

~Mrs. Malfoy


sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 3: Pamiętnik zwierzeń...

Perspektywa Hermiony...


- I co? Myślisz, że wygrasz? Phi! Opanuj się!- Krzyczałam do "tlenionej fretki".
-Ja zawsze mam to co chcę! Nie zapominaj! Każda rzecz może być moja! A teraz oddaj mi książkę!- krzyczał Draco. Taak...podczas gdy uciekałam, po tym jak rzuciłam w "Mister Malfoy'a" poduszką, porwałam książkę. Jego ulubioną książkę...a właściwie to taki niby "pamiętnik". Bardzo chciałam wiedzieć co tam wypisuje...
-Dobra...dam Ci go...ale...pod jednym warunkiem. Mogę go dostać, na 2 godziny. Chyba, że chcesz go już nigdy nie zobaczyć!-uśmiechnęłam się szyderczo. 
-Kobieto! Ja tam mam wszystko! Plan lekcji, wpisy, podpisy, oceny, listy rodziców, moje prywatne sprawy...
-I chcesz to stracić? Naprawdę...-podniosłam różdżkę, aby wyglądało to tak jakbym chciała podpalić książeczkę.
-Dobra! Weź sobie go! Punkt 19 pukam do twoich drzwi po moją własność..-Jak oni z nią wytrzymują(pomyślał-tekst autorki xD )...
Ha! Dobrze mu tak! Wreszcie mogę sobie poczytać te jego zwierzenia i w ogóle...A może powinnam go oddać...przecież nie jestem taka! Nie! Tak łatwo się nie poddam! Ma za swoje lata wyzwisk!

Perspektywa Draco...

Nie...ona wzięła wszystkie moje tajemnice, zwierzenia, listy i wszystkie prywatne rzeczy w jednym cholernym pamiętniku! I co jak przeczyta te wszystkie rzeczy o niej...? W sumie nie interesują mnie te wyzwiska i tym podobne...nie chce by zobaczyła to co o niej pisałem teraz...

I znów perspektywa Hermiony :)...

Doszłam do pokoju wspólnego. Nie chciałam, by ktoś mnie zobaczył. Od razu wołano by: "Hermiona! Próba!". Już miałam serdecznie dość tych wszystkich prób. Ustaliłyśmy z Ginny, że Malfoy pocałuje mnie tylko w rękę i koniec. Nie miałam zamiaru całować się z Draco Malfoy'em arystokratą czystej krwi, który gardzi takimi jak ja! Ale teraz mam jego pamiętnik! I nie mam zamiaru rezygnować! Przeczytam wszystko! Nareszcie sama! Zasłoniłam baldachim nad moim łóżkiem i zaczęłam czytać. Pierwsza kartka:

PAMIĘTNIK DRACO MALFOY'A. JEŚLI NIE TWÓJ NIE CZYTAJ!

Oczywiście napisane kolorem zielonym. Tak w ogóle...to ten pamiętnik tak jakby jest mój...w sumie dał mi go-uśmiechnęłam się. Następna kartka, i tak po kolei. Wpis:

Drogi Pamiętniku!
Dzisiaj ta Granger, mnie wnerwiła. I to mocno! Dostałem od niej z liścia! Co ona sobie myślała?! Taka szlama będzie mną pomiatać? Chyba śni! A tak oprócz tego, to z Blaisem daliśmy sobie spokój z panienkami...nienawidzę ich! Każda moja, każda twoja, ta moja, ta twoja! One myślą, że jak były ze mną raz na randce, to już mogą głosić, że są pannami Malfoy, lub paniami Zabini! Mam tego dość! Każda leci tylko na moje konto bankowe...lub na wygląd, ale sądzę, że ma to pierwsze...Już nie chcę tak. Dlaczego żadna nie może pokochać mnie od środka...?

                                                  Draco

Teraz żal jej było Dracona. Każda osoba leciała tylko na wygląd i kasę. A on jest przecież taki miły... Kolejna strona. Tym razem list pisany przez mamę:

Draco!
Po śmierci twojego ojca, zostałam sama. Lord Voldemort już nie żyje, lecz przed śmiercią zabił mojego męża, a Twojego tatę. Teraz zrozumiałam, że kiedy człowiek umiera, Bóg nie patrzy na czystość krwi, na konto bankowe, na wygląd. Nie zwraca uwagi na przekupstwa. Bóg zwraca uwagę na miłość, dobro, wierność...Na to jakim byłeś człowiekiem, czy pomagałeś innym...Wiem, że trudno Ci będzie się z tym pogodzić, lecz przeprowadzamy się. Nie chcę już kojarzyć tego miejsca z krwią i brutalnymi walkami. Chcę zamieszkać w Paryżu. Tak! U mugoli. Jak będziesz wracał z Hogwartu, przyjedź na ulicę Liliową 12 w Paryżu. Jest tam pięknie, a sąsiadka ma syna Xawerego. Myślę, że się zaprzyjaźnicie. Xawery jest czarodziejem, tak jak jego rodzice. On ma już dziewczynę Natalię. A ty? Kiedy znajdziesz sobie wybrankę? Możesz wybrać każdą. Nie zwracam już uwagi na status krwi. Możesz wybrać nawet dziecko mugoli(po twojemu szlamę, lecz ja już tak nie nazywam osób)... Wiem, że w całej szkole masz wrogów. Teraz mam dla Ciebie podpowiedź. Z dziewczyną, z którą zakopiesz topór wojenny, będziesz chodził i w końcu się pobierzecie. Tak...to właśnie miłość♥

                               Twoja mama Narcyza

P.S: Wyślij sowę z odpowiedzią!

Teraz płakałam. Szkoda mi się zrobiła Dracona...zwłaszcza, że zakochałam się w nim! Tak...teraz się do tego przyznaję! Kocham go od...wczoraj lecz już zdążyłam się oswoić...Ale zaraz? Przecież Draco pogodził się ze mną i z Ginny...Blaise od dawna kocha Ginn...Więc...może on do mnie też coś czuje? Szukałam odpowiedzi...tyle listów...głównie od Zakonu i od Voldemorta. Nareszcie znalazłam!

Droga mamo!
Dziękuję, że napisałaś mi te wszystkie zwierzenia. Już miałem Ci to dawno powiedzieć, ale kiedy był jeszcze tata, bałem się. Bałem się jak małe dziecko...ale teraz wiem, że przy Tobie nic mi nie grozi. Więc ja także nie zwracam już uwagi na czystość krwi. I już zakopałem topór z moją wybranką...Jest nią..

I w tym miejscu była przedarta kartka. Do cholery! Nigdzie jej nie było! Czyli on ją wziął! Muszę ją znaleźć...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I co? Podoba Wam się? Jak myślicie, która będzie wybranką Dracona? /Mrs. Malfoy