Proszę komentujcie! To moja jedyna prośba :( /Mrs. Malfoy
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Hermiona! Co ty sobie myślałaś?! To była moja dziewczyna! A ty ją zabiłaś! Jak mogłaś! Co...co się z tobą stało!? Ty...myślałaś, że ja do Ciebie wrócę?! Nigdy...ty...ty...szlamo!
-Ale...Ronald! Co??? Ty nadęty gówniarzu! Co ty sobie myślisz? Że ja z przyjemności zabijam?! Ona była śmierciożerczynią!
-Lavander nie była, żadnym śmierciusem!
-Taak? To popatrz na jej ramię nadęty łasicu!-płakałam...jak mógł mnie tak nazwać?!
Odsłonił jej rękaw i...tak, tam było troszkę mrocznego znaku. Dlaczego troszkę? Bo Voldemort zginął. A wojna już się kończy. Ostatni śmierciożercy giną.
-Hermiono ja...nie chciałem...nie wiedziałem...
-Nie wiedziałeś? Nie wiedziałeś, że nazywasz mnie szlamą? Weź się ogarnij. Nigdy ci nie wybaczę. A co dopiero do ciebie wracać. Nadęty łasicu!-nie oszczędzałam wyzwisk. Wtedy wkroczył Malfoy. On nie był już śmierciożercą. Odszedł od Voldemorta już na początku bitwy. Stał się dobry...
-Granger to twoje przezwisko "łasic".Mmm...zawsze chciałem by ktoś się na niego wydarł... A teraz się posuń się. To śmierciożerca. Odsłonił rękaw wyrywającemu się Ronowi. On też miał Mroczny Znak. Czyli Ron zdradził Harry'ego. -zrobię to co powinienem już dawno zrobić...Avada Kedavra!-w Weasley'a strzeliło zielone światło i potoczył się po kamiennej posadzce. Nie żył już. I dobrze mu tak! Trzeba było nie zdradzać Hogwartu dla śmierciusów.- Zostań Granger. Masz przekazać wszystko McGonagall.-powiedział i...mrugnął do mnie...nie wiedziałam o co chodzi. Ale jak to przystało na prefekta naczelnego mam powiadomić o wszystkim dyrektora. W tym przypadku McGonagall. Kiedy przyszła pani dyrektor, szczegółowo wyjaśniłam co się stało...Może troszkę zataiłam ten wypadek z nazywaniem łasica. Ale to i tak nic nie zmienia. Kiedy weszłam do zamku, czekała tam na mnie Ginny. Rzuciłyśmy się na siebie. Pomimo, że Ron zranił mnie, to Ginny i tak nigdy tego nie zrobi. Kochamy się jak siostry i nic tego nie zmieni.
-Hermiona! Nic Ci nie jest! Dzięki Bogu! Słyszałam o Ronie...nie martw się...-Ginny uśmiechnęła się.
-Ja też się cieszę Ginn, że nic ci się nie stało-ja także się uśmiechnęłam-ale chcę ci o czymś powiedzieć. Chodźmy do mojego dormitorium. Odbudowałam je i zaprojektowałam od nowa. Jestem prefektem naczelnym w tym roku więc mam sobie wybrać do nowego dormitorium jakąś osobę, która będzie mieszkać ze mną. Oczywiście to jesteś ty- Teraz ja się uśmiechnęłam.
-Dzięki Herm! Kocham Cię! A teraz mów co miałaś mi powiedzieć.
-Powiem Ci jak dojdziemy
I doszłyśmy...więc zaczęłam:
-Ginny...Bo jak twój brat już nie żył to...Malfoy podszedł do mnie. Powiedział, że mam zawołać nauczyciela, a jak odchodził to puścił mi oczko. I nie mówił już do mnie "szlamo"...
-Mi Zabini dokładnie to samo zrobił! Tylko wtedy umierała Cho. Ona też była z grona śmierciożerców. Coś tutaj jest nie tak. Musimy się do nich przejść. Tylko trzeba coś wymyślić...
-Mam plan! Weź tą bransoletkę!-Wyciągałam z woreczka bransoletki przyjaźni.- Kiedy któraś z nas będzie zdziwiona zachowaniem chłopaków, będzie dotykać swojej bransoletki i przytrzyma na niej palec, a druga poczuje uścisk na swojej bransoletce i spróbuje o to zapytać lub sama spróbować wytłumaczyć.
-Tak! To świetny plan! Chodźmy!
Poszłyśmy do drzwi na przeciwko. Tam mieszka Malfoy, jako drugi prefekt naczelny z Blaisem. Puk! Puk!
-Idę, idę. Co zaś?-drzwi otworzył Malfoy-O! Nasze papuszki nierozłączki! Czego Wam brakuje, że do nas wpadacie?
-Otóż mamy sprawę.
-Wchodźcie, wchodźcie!
-Nie...to wy wychodźcie do pokoju wspólnego.
Malfoy ciągle się na mnie gapił. Blaise ciągle patrzył na Ginn.
-Więc...Malfoy. Jak kazałeś mi zawołać McGonagall, kiedy odchodziłeś puściłeś mi oczko i nie nazwałeś mnie szlamą. Blaise zrobił dokładnie to samo, lecz do Ginny. Więc pytanie brzmi. O co Wam chodzi?!-zapytałam.
-My...już się na to zdecydowaliśmy, kiedy się dowiedzieliśmy, że drugim prefektem naczelnym będziesz ty. Chcemy zakopać topór między nami-odpowiedział mi Blaise. Malfoy przytaknął.
-Coś tu nie gra...-stwierdziła Ginny.
-Ej! Ginny i tak mamy lekcje razem. Zawsze! Popatrz. Nawet siedzimy razem na każdej lekcji. Ja z Hermioną, a ty z Blaisem. Poza tym mieszkamy na przeciwko siebie w tym samym pomieszczeniu. Dzieli nas jedynie pokój wspólny. -Tym razem odezwał się Malfoy.
-Czemu siedzimy razem? -zapytałam
-Tutaj masz zwój na którym wszystko pisze.
Rzeczywiście...ja mam siedzieć z Malfoy'em, a Ginn z Blaise'm.
-Dobra, zakopmy topór...ale Malfoy jak coś pójdzie źle...Ciebie też się to tyczy Zabini.
-Nic nie pójdzie źle. Ale moglibyśmy mówić do siebie po imieniu co? Podał mi rękę:
-Draco...-uśmiechnął się
-Hermiona-odwzajemniłam uśmiech i podałam mu rękę. To samo zrobiłam z Blaisem. Ginny z...Draco, a potem z Blaisem. Blaise uśmiechnął się do Ginn, a Malfoy do mnie. Ciekawe co z tego wyjdzie...-pomyślałam.